Siostra Rosemary: Ta nagroda to trampolina, dzięki której sięgnę po marzenia!

2016-10-19 DobroCzyń Aktualności

fot. UMWM

Siostra Rosemary Nyirumbe, pierwsza w historii laureatka Nagrody Veritatis Splendor, to prawdziwy wulkan energii. Pomaga w Ugandzie dziewczętom i sierotom skrzywdzonym przez wojnę, uczy ich krawieckiego fachu, a w planach ma już kolejne projekty. O tym, jakie marzenia spełnią się dzięki wsparciu finansowemu przekazanemu przez Województwo Małopolskie, mówi w wywiadzie dla malopolska.pl.

 

 

 

 

 

Jako pierwsza laureatka Veritatis Splendor w historii otrzymała siostra nie tylko laur – srebrną gałązkę oliwną, ale też bardzo konkretną pomoc – równowartość 100 tys. dolarów. Ile dobra można zdziałać za taką sumę? To policzalne?

Kiedy dotarło do mnie – a trochę to trwało (uśmiech) – że mam do dyspozycji tak ogromną sumę, nie posiadałam się ze szczęścia! To takie cudowne zrządzenie losu! Dla mnie te pieniądze to trampolina, dzięki której mogę się odbić by wreszcie sięgnąć po moje marzenia! Po pierwsze – chcemy zreperować maszyny do szycia w naszym ośrodku, na których pracują nasze dziewczęta. Być może dokupić kolejne. To pozwoli nie tylko lepiej szkolić nasze podopiecznie, ale mocno też usprawni pracę krawiecką, dzięki której zarabiamy i możemy utrzymać nasz ośrodek. A wykonujemy różne prace – szyjemy mundurki dla szkół, naprawiamy zniszczoną odzież.

Znając entuzjazm i pomysłowość siostry, to nie jedyny pomysł, prawda?

Oczywiście (uśmiech). Jednym z moich ogromnych marzeń jest rozpoczęcie projektu rolniczego. Chcę na terenie naszego ośrodka uruchomić gospodarstwo rolne, które będzie równocześnie szkołą rolniczą. Dzięki temu nasi podopieczni nauczą się uprawiać rolę, hodować zwierzęta i zapewnią nam stały dopływ żywności. Jej nadmiar możemy sprzedawać – to kolejne potencjalne źródło dochodu dla naszego ośrodka, dzięki któremu będziemy mogli pomóc jeszcze większej liczbie kobiet i ich dzieciom… Teraz – dzięki nagrodzie Veritatis Splendor – zyskałam środki, które pozwolą ruszyć z tym projektem w tym roku! Kupię krowy, nasiona i sadzonki i zaczniemy działać. Jestem taka szczęśliwa! To będą takie wspaniałe wieści, bo moi podopieczni nie wiedzą jeszcze nic o tej nagrodzie. Prawdziwa niespodzianka! Przyjadę do nich i powiem im: „Słuchajcie, stał się prawdziwy cud. I to jest cud św. Jana Pawła II”.

Takie cuda chyba są potrzebne w Ugandzie bardziej niż gdziekolwiek na świecie?

W moim kraju dzieją się naprawdę straszne, przerażające rzeczy. Proszę wyobrazić sobie kilkuletnie dziewczynki, które są porywane, krzywdzone, gwałcone, siłą zmuszane do walki. Jedna z moich podopiecznych zwierzyła mi się, że musiała zabić swoją młodszą siostrę, bo ta opóźniała marsz oddziału… Ta młoda dziewczyna nie może sobie tego wybaczyć do tej pory, choć tłumaczę jej, że nie może się za to winić, bo została to tego przymuszona. I że Bóg na pewno jej za to nie potępi. Albo inna historia – jedna z dziewcząt została rozstrzelana przez jednego z dowódców wojennych w Ugandzie wraz z grupką niewinnych dzieci, tylko dlatego, że spodobała się innemu z hersztów. Jej jedyną winą – jeśli w ogóle można użyć takiego stwierdzenia – była jej uroda, niepospolite piękno… Łamie mi się głos, kiedy o tym myślę. Ale nie można odwracać od takich tragedii oczu i mówić: „To mnie nie obchodzi!”. Bo za kilka lat do takich samych bestialstw może dochodzić gdzie indziej, także w Europie…

Czy w tych ogromnie bolesnych i przerażających historiach są jakieś szczęśliwe zakończenia?

Tak, oczywiście! Szczęśliwym zakończeniem jest to, że te dziewczyny podnoszą się po tych tragediach i na nowo odzyskują swoją godność. Wszystko dzięki pracy, jaką u nas dostają – szycie, wykonywanie torebek z zawleczek od aluminiowych puszek. Widzą, że ich praca ma sens, że przynosi pieniądze, które pomagają się im utrzymać. Sprzedaż jednej torebki, którą taka kobieta wykonuje około tygodnia, to blisko 3 miesiące życia dla niej i jej dziecka! Za te pieniądze mają gdzie spać, mają trzy posiłki dziennie i dostęp do wody. A najważniejsze jest dla nich to, że same na to zapracowały! To im przywraca godność i poczucie wartości.

A o tych torebkach robi się coraz głośniej. Niedługo trafią na wybiegi!

Byłabym bardzo szczęśliwa! Naszą torebkę ma już kilka sławnych osób, m.in. aktorka Maria Bello, jedną kupił nawet Bill Clinton.

Wiele planów i projektów przed siostrą… Czego więc życzyć, skoro ani zapału, ani energii siostrze nie brakuje?

Przyznam w tajemnicy, że mam jeszcze jedno marzenie… Być może jest trochę niewiarygodne, ale chciałabym uruchomić w naszym centrum w Ugandzie stację paliw. Po to by dać pracę części z naszych podopiecznych i zapewnić stały dochód, który pozwoli utrzymywać nasze centrum i trochę uniezależnić od nieregularnych przecież datków. Kiedy dzielę się z innymi tym pomysłem, przecierają oczy ze zdumienia, ale ja wierzę, że kiedyś mi się uda. W końcu cuda się zdarzają, prawda? Przecież jeden z nich zdarzył się właśnie tutaj, w Małopolsce.

źródło: www.malopolska.pl